„Brak
tytułu, tego opisać się nie da”
Połowę wakacji byłam w Owieśnie,
Bielawie i we Wrocławiu. Najlepsze 26 dni z ludźmi których kocham i lubię.
Ogólnie dużo ludzi wtedy poznałam, ale to nie ta historia. Chce w tym
opowiadaniu streścić 2 dni z pobytu u
kuzynki we Wrocławiu. Spędziłam te kilka
dni z Angeliką, moją kochaną kuzynką, jej mężem Kamilem i ich słodkim synem
Stasiem.
Pierwszy dzień tak zwany shopping.
Rano zaraz po wstaniu i szybkim doprowadzeniu siebie do ładu. Ja wraz z moim
kuzynem Łukaszem ( brat Angeliki) wyjechaliśmy z Bielawy w podróż do Wrocławia.
Droga minęła naprawdę szybciutko i miło. Pomińmy fakt że trwała ona około
godziny. Podjechaliśmy pod samo mieszkanie Angeliki. Tam zostałam serdecznie
przywitana przez niebieskooką kobietę. Brat Angeli pożegnał się ze mną i
pojechał z powrotem do Bielawy.
- To jak… ja idę przebrać Stacha, a potem idziemy na zakupy? – kiwnęłam głową na znak że się zgadzam. Ciemna blondynka zniknęła za ścianą z dzieckiem. Uśmiechnęłam się na sam widok rodzinki. Od czterech lat chciałam spędzić choć jeden dzień z nią i jej rodziną. To naprawdę świetni ludzie.
Gotowi wyszliśmy na podbój galerii. Gdy dotarłyśmy na rynek pierwszym miejscem jakie chciałam odwiedzić to Starbucks. Sprzedają tam najwyśmienitsze kawy jakie znam. Po za tym ten wystrój jest naprawdę świetny! Zamówiłyśmy sobie obydwie cappuccino. Rozsiadłyśmy się wygodnie i zaczęłyśmy rozmawiać na różne tematy. Jednym z naszych tematów był jej foto blog. Miałam wiele pytań jakim cudem go tak szybko rozwinęła i co musiała zrobić. Zaskoczyło mnie parę spraw, ale nadal nie zmieniłam swojego zdania na temat stworzenia takiego bloga. Mogłybyśmy gadać tak przez setki godzin, ale miałyśmy iść na zakupy. Pobawiłam się chwile z chłopczykiem kiedy Angela poszła zapłacić za zamówienie. Niebieskookie dziecko cały czas się do mnie lub ze mnie śmiało. W drodze na pasaż gadałyśmy na fajne tematy. Naprawdę dobrze się tak spotkać z kimś takim jak Agelika. To tak jakby przyjaciółka. Kilka chwil potem weszłyśmy do ogromnego budynku. Każdy sklep zaliczyłyśmy. Po upływie około czterech godzin opadłyśmy zmęczone na ławce. Stasiu też był zmęczony bo po jakimś czasie zaczął marudzić. Zmęczone pojechałyśmy do domu. Tam zaś po wielkich staraniach uśpiłyśmy malucha, i wybrałyśmy sobie jakiś film do obejrzenia. Zdecydowałyśmy się na „Pitch Perfect”. Zajadając cukierki czekoladowe i owoce zaczęłyśmy seans. Nawet nie zauważyłam kiedy oddałam się w objęcia Morfeusza.
- To jak… ja idę przebrać Stacha, a potem idziemy na zakupy? – kiwnęłam głową na znak że się zgadzam. Ciemna blondynka zniknęła za ścianą z dzieckiem. Uśmiechnęłam się na sam widok rodzinki. Od czterech lat chciałam spędzić choć jeden dzień z nią i jej rodziną. To naprawdę świetni ludzie.
Gotowi wyszliśmy na podbój galerii. Gdy dotarłyśmy na rynek pierwszym miejscem jakie chciałam odwiedzić to Starbucks. Sprzedają tam najwyśmienitsze kawy jakie znam. Po za tym ten wystrój jest naprawdę świetny! Zamówiłyśmy sobie obydwie cappuccino. Rozsiadłyśmy się wygodnie i zaczęłyśmy rozmawiać na różne tematy. Jednym z naszych tematów był jej foto blog. Miałam wiele pytań jakim cudem go tak szybko rozwinęła i co musiała zrobić. Zaskoczyło mnie parę spraw, ale nadal nie zmieniłam swojego zdania na temat stworzenia takiego bloga. Mogłybyśmy gadać tak przez setki godzin, ale miałyśmy iść na zakupy. Pobawiłam się chwile z chłopczykiem kiedy Angela poszła zapłacić za zamówienie. Niebieskookie dziecko cały czas się do mnie lub ze mnie śmiało. W drodze na pasaż gadałyśmy na fajne tematy. Naprawdę dobrze się tak spotkać z kimś takim jak Agelika. To tak jakby przyjaciółka. Kilka chwil potem weszłyśmy do ogromnego budynku. Każdy sklep zaliczyłyśmy. Po upływie około czterech godzin opadłyśmy zmęczone na ławce. Stasiu też był zmęczony bo po jakimś czasie zaczął marudzić. Zmęczone pojechałyśmy do domu. Tam zaś po wielkich staraniach uśpiłyśmy malucha, i wybrałyśmy sobie jakiś film do obejrzenia. Zdecydowałyśmy się na „Pitch Perfect”. Zajadając cukierki czekoladowe i owoce zaczęłyśmy seans. Nawet nie zauważyłam kiedy oddałam się w objęcia Morfeusza.
Następny dzień dzięki małemu
zaczęliśmy bardzo wcześnie. Około godziny ósmej zebrałam się w garść. Pogadałam
chwile z Kamilem, ponieważ wczoraj się nie spotkaliśmy. Naprawdę świetny z
niego gościu. Później wszyscy w trójkę zasiedliśmy do stołu na śniadanie
przygotowane przez ciemną blondynkę. Zaczęłam jej opowiadać o moim ulubionym
zespole czyli One Direction i wstążkach które większość dziewczyn, bądź
chłopców nosi. Chyba ją to zaciekawiło, ale to dobrze bo mogłam ja kogoś o
czymś powiadomić, a nie wszyscy mnie. Po
skończonym śniadaniu ja z Angeliką wybrałam się na krótki spacerek do parku.
Tam kobieta zaproponowała mi taka jakby małą sesję zdjęciową. Po kilkunastu
zdjęciach pokazała mi je. Byłam zadowolona z wyniku zdjęć, choć nie na
wszystkich wyszłam jakoś olśniewająco. Moim zdaniem robi zdjęcia naprawdę
profesjonalnie. Chyba nie jestem pierwszą osobą która jej to mówi. Potem
jeszcze chwile pochodziłyśmy ze Stachem aż usnął. Dotarłyśmy z spaceru do domu,
a tam na nas czkał Kamil. Zawiózł nas na rynek Wrocławia, a my poszłyśmy w
kierunku pasażu grunwaldzkiego, gdyż tam było kino. Dzisiaj jeszcze przy śniadaniu wybierałyśmy film na
który pójdziemy do kina. Po długim
selekcjonowaniu wybrałyśmy film pt. „ Taśmy Watykanu”. Kupiłyśmy popcorn,
czekoladowe cukierki i coś do picia. Film był typem horrorów, ale mnie tam
jakoś nie przeraził… Zresztą tak jak prawie zawsze. Ale musze przyznać że film
był bardzo ciekawy i trochę się na nim wzruszyłam.
Tak podsumowując wyjazd na takie
wakacje naprawdę mi się bardzo podobał. To było tak w skrócie napisane co
robiłam we Wrocławiu, ale miałam ochotę napisać co się działo w Bielawie i
Owieśnie, ale niestety zajęłoby mi to bardzo dużo czasu. Spędziłam czas z moją
kochaną rodziną. Wspaniali ludzie.. Naprawdę się im dziwie że ze mną wytrzymali
tyle. Bardzo za nimi tęsknie, i mam nadzieje że zobaczę się z nimi za rok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz