To miała
być historia pięknej miłości, poznałam Go gdy miałam 17 lat. Imponował mi
wszystkim, był bardzo romantyczny, a zarazem wysportowany. Po prostu mój ideał.
Spotkaliśmy się już od ponad roku, ale dalej to nie był związek, ciągle
czekałam aż się spyta.
Po kilku dniach cos mu się stało, chciał się jak najszybciej spotkać w kawiarni, nie wiedziałam co sobie myśleć, na a początku się bałam, ale też byłam zaskoczona że to on zaproponował spotkanie, a nie ja.
Po kilku dniach cos mu się stało, chciał się jak najszybciej spotkać w kawiarni, nie wiedziałam co sobie myśleć, na a początku się bałam, ale też byłam zaskoczona że to on zaproponował spotkanie, a nie ja.
Gdy
dotarłam do kawiarni on tam już siedział. Patrzył na mnie jak w anioła, a ja
byłam szczęśliwa, bo wiedziałam już że będzie to bardzo fajna rozmowa.Pogawętka mijała bardzo szybko, aż po 20 minutach rozmowy on zapytał się czy chcę zostać
jego na zawsze? Oczywiście się zgodziłam, bo od dawna mi się podobał. Pierwszy
raz od wieków w końcu byłam szczęśliwa. Jak bym mogła to bym skakała z
szczęścia.
Później
zaczęły się kłótnie miedzy nami, ale to chyba normalne… Kolejny rok był dobry,
bo się do niego wprowadziłam. Imprezowaliśmy razem, nie było dnia kiedy nie
było imprezy, ale niestety przecież wszystko co dobre szybko się kończy.
Niestety Marek zaczął znów się wykłócać i każdego dnia w naszym domu było
piekło. Mark znów zaczął pić, ćpać. Nie mogłam tego znieść. Potem zaczął
chorować co raz częściej, nie chciał z nikim o tym gadać, nie komunikował się
zemną. Nic, jak ja wracałam do domu go nie było, ja dzwoniłam on nawet nie
raczył odebrać. Bardzo to przeżywałam. Po jakimś czasie umówiłam go do lekarza,
nie było to dobre rozwiązanie dowiedziałam się że Marek choruje na schizofremie.
Nie wróżyło to dobrze, jego choroba coraz częściej odbijała się na naszym
związku i na mnie. Wiedziałam że gdy nie byliśmy razem to miał problemy z
narkotykami, ale nigdy bym nie pomyślała że znów do tego wróci. Obiecał że
nigdy nie sięgnie po to świństwo, ale jednak. Myślałam że będę szczęśliwa z nim
tak mi się wydawało na początku, ale teraz wiem że to był błąd. Marek potrafi
przyjść w nocy i zawołać mnie do kuchni tylko po to żeby mi powiedzieć że
JESTEM ZDZIRĄ i ŻE NIKT NA MNIE ZASŁUGUJE a potem po prostu mnie uderzyć. Na
następny dzień zawsze pytał się co się stało, a jak ja odpowiedziałam że NIE
PAMIĘTASZ PRZECIEŻ JESTEM ZDZIRĄ, to on mnie przepraszał i przytulał, a ja tak
po prostu ulegałam.
Minęło 30
dni od tego jak był ostatni raz na oddziałach zamkniętych. Niby mieszkaliśmy ze
sobą, ale to nie był już związek tylko codzienne kłótnie. Gdy się kłóciliśmy ja
po prostu wychodziłam z domu, miałam tego dość więc szłam na imprezę i się
świetnie bawiłam, ale bez nie go tylko z kimś innym. Jak wracałam wypytywał
gdzie byłam, ale ja nie odpowiadałam, wiec żeby mnie zatrzymać łapał moją rękę,
jego uścisk był tak mocny że krew nie dopływała mi do dłoni. Po małej sprzeczce
szłam do pokoju się ogarnąć i szybko schodziłam do kuchni i brałam czystą wódkę
i zaczynałam płakać. Miałam już dość. Czułam choćby cały świat mnie obwiniał za
całe zło które się mi przytrafiło. On potrafił codziennie przychodzić naćpany,
a ja potrafiłam do nie go przemawiać, ale to nic nie dawało. Dni tak szybko
mijały a ja się starzałam z mężczyzną którego nie kochałam, nie potrafiłam.
Któregoś dnia przyszedł do mnie list o zawiadomieniu że jak Marek nie
przestanie palić dopalaczy to trafi do więzienia. Jak tylko się tego
dowiedziałam od razu poszłam po walizkę powiedziałam sobie DOŚĆ nie
wytrzymam już dłużej z nim. Gdy miałam wychodzić z domu Marek właśnie
wchodził chciałam jak najszybciej wyjść, ale znów mnie mocno chwycił i do tego
uderzył… Powiedział tylko TY DZIWKO, a ja po tym uciekłam. I tak już go nie
widziałam. Nie utrzymywał zemną kontaktów. Po kilkunastu tygodniach od
wyprowadzenia się od niego dostałam kolejne powiadomienie o tym, że Marek
trafił do więzienia na 5 lat. I że mieszkanie zostało moje… Jak najszybciej się
tam przeprowadziłam.
Teraz
znów próbuje sobie ułożyć życie, ale dalej gdy siadam w tej samej kuchni
siadam, przypominają mi się nasze kłótnie i tak po prostu potrafię płakać bo
dalej nie mogę o tym zapomnieć, W takich chwilach ból przeszywał moje
serc. Wiem że musze żyć dalej i jestem świadoma tego jak bardzo mnie
skrzywdził.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz