"Szczęście nie to jednak nie to"
Miałam
dokładnie 7 lat jak tam trafiłam, choć bardzo, ale to bardzo nie chciałam.
Dzieliłam swój malutki pokój z dziewczynkami z domu dziecka. Patologia
zdradziecka zawsze mnie prześladowała, czasami nie potrafiłam sobie z nimi
poradzić, ale nie potrafiłam tego zmienić. Moja pozycja w życiu była przegrana.
Wszyscy mnie zawsze pytali gdzie moja mama? Nie potrafiłam na to odpowiedzieć,
bo wiedziałam tylko tyle że wybrała alkohol zamiast mnie, przez ten płyn nigdy
mnie nie kochała. A mój ojciec, on wcale nie był lepszy. Wszystkie pieniądze z
opieki oby dwoje przepieprzali na alkohol, ale ja wiedziałam że nie mogę się poddać.
Dorosłemu
życiu też kiedyś musiałam sprostać. Pierwsza miłość szkoda gadać. Spotkałam
chłopaka. który niby mnie kochał, ale co pewnego dnia przyszedł mi powiedział
"Sory Jess, ale nigdy Cię nie kochałem, bo co ktoś takki jak ty ma
do zaoferowania?". Przeklęta przyszłość, nawet najlepsi przyjaciele się od
ode mnie odwrócili, nikt już zemną nie chciał gadać. Po nich została mi tylko
rana w sercu. Nie miałam już nic. Mieszkania. Rodziców. Przyjaciół. Chłopaka.
Znajomych. Nikogo...
Raz nawet
przeszłam się do koleżanki ze szkoły i spytałam czy bym mogła się u niej
przenocować jedną noc, ale powiedziała to samo co wszyscy "Sory Jess, ale
co by powiedzieli moi rodzice. Ani ja ani moi rodzice Cię zbytnio nie
lubią". To był skandal, jak ktoś mógł mi tak powiedzieć?!
Nie
miałam sensu żyć, więc niczego innego nie mogłam zrobić jak pozbawić siebie
swojego życia. Jeżeli nie ma miejsce dla Mnie to po co ja tutaj. Bóg bardzo
chętnie przyjmie do siebie. Nawet zwykły człowiek który widzi jak odbieram
sobie życie nie pomoże. Nie chcecie mnie tu. ŻEGNAM WAS. Jak wam można ufać.
Przecież zawsze tak było że ja wszystkim bym pomogła, ale nikt mi nie
pomoże.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Troche krótki, ale taki na mój dzień
Sory za błedy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz