czwartek, 23 października 2014

Pamietnik szczęśliwych i nie szczęśliwych dni
  13 czerwca (piatek)
 Dzień niezwykle upalny, nie da się żyć ( nie chce). Nie mam co robić jest nudno, bo moi znajomi w szkole, a ja leże chora, poważnie. Niestety  taka mądra osoba jak ja wzięła najgorszą rzecz się dało NARKOTYKI. Nie chciałam tego brać, ale już mam dość życia, jestem samotna, rodziców  nie mam tylko siostrę, przyjaciół też ni, a co dopiero chłopaka. W sumie nie dziwie się jestem brzydka, grupa i niska. Moja siostra Emi się mną opiekuje choć mam 16 lat. Uważa że jestem piękna, chudziutka, a małe jest piękne. Może i jestem psychiczna, ale przy najbliższej okazji mnie już nie będzie na tym świecie. Tylko że bym musiała zostać sama w domu, albo iść gdzie jest mało ludzi. Zobaczę  co będzie w poniedziałek przecież idę do szkoły po miesiącu czasu.
16 czerwca (poniedziałek)
Nareszcie idę do szkoły mam nadzieje, że nie będę musiała dzisiaj wyjść z lekcji, bo znów się będę źle czuła. No to najpierw idę na polski, OMG jak ja tego przedmiotu nie lubię. Pani Kowalska jest obleśna... fuj. Jak tylko mi się wspomina co na robi na lekcji to już chce wymiotować. Potem matematyka. 
Na polskim robiliśmy powtórkę z gimnazjum czyli fonetyka. Lekcja mijała szybko, bo chłopcy cały czas przeszkadzali więc p. Kowalska nie miała jak przeprowadzić lekcji. Na macie nic zwyczajnego liczby, liczby i liczby. Ale to było lepsze niż polski. Po zajęciach źle się poczułam i p. Majewska kazała jak najszybciej iść do higienistki, lecz  nie zdążyłam nawet przekroczyć progu klasy i upadłam, poczułam jedynie lekkie mrowienie w okolicy prawej ręki, potem nic nie wiedziałam...
Wydaje mi się albo i nie, ale jestem w szpitalu nie jestem pewna, ale ktoś koło mnie stoi niestety nie mogę otworzyć oczu bo nadal się źle czuje...
20 czerwca (czwartek)
Minęły 4 dni a ja nadal się źle czuje... Nie potrafię ruszać nogami, jestem zaniepokojona co mój organizm znów wyprawia
21 czerwca (piątek)
Chyba też nie czuje się najlepiej, ale nogi już są prawne... No i moje marzenie się spełniło,  w końcu ważę 44 kg, a nie 54kg. No i przychodzi do mnie taki przystojniak, nie znam go ale jest bardzo miły, a po za tym wiem o nim tylko tyle że choruje na tą samą chorobę co ja ( nie wiem jaka to choroba, ale tak powiedział) i że nazywa się Tomek i ma 17 lat. Odwiedza mnie już 3 dzień  i dzięki jemu jestem weselsza i nie myślę dalej o nie udanym samobójstwie. Może coś z tego będzie. :)
23 czerwca (niedziela)
Dziś jest lepiej. Tomek jest przy mnie codziennie po 12 godzin czasami mi się wydaje że zachowuje się jak mój "chłopak", ponieważ mnie przytula całuje w policzek i trzyma ciągle moją rękę. Nie no mi się to podoba i nawet bardzo. Dowiedziałam się też że jego choroba zanika, ale to nie znaczy  że się już nie pokaże. 
25 czerwca (wtorek)
No nareszcie mi się udało Tomek spytał się nareszcie. Ale niestety nie jestem zdrowa i nie wiem jak długo z nim będę, a nie chce żeby on potem cierpiał, bardzo tego nie chce. Jak na razie się musze cieszyć każdą chwilą z nim, bo za nie długo tego zabraknie :( 
1 lipca (poniedziałek)
Wiem że nie powinienem tu pisać, ale musze... 
Niestety Dakota się z nami pożegnała i odeszła. Nie będzie już jej, ale mam nadzieje że jeszcze tam u góry będzie o mnie i o swoich biskich pamiętać. KOCHAM CIĘ I ZAWSZE BĘDĘ/Tomek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz