sobota, 22 listopada 2014

Ja albo ja i białaczka to nie to samo

Boże, ja nie mam co robić. Całe dnie siedze w domu i pisze opowiadania. Ostatnio zaczełam pisa do róznych ludzi na fejsie. Zamknieta w 4 ścianach jest trudno żyć. Nikt do Ciebie nie przyjdzie, bo... Bo mam białaczke.  No właśnie, ani moja mama mi nie powie, ojca nie mam jak to się stało. No to nie jest normalne. Czasami wydaje mi sie choćby wszyscy mnie nie nawidzili za coś. Ale nie będę się tym przejmować, przeciez jak się nie podoba to sa drzwi i można wyjśc. Przynajmniej wiem że mam takich ludzi, którzy nie ważne że można się zarazić czy nie będą się bawić w najlepsze. Moja przyjaciółka jest Weronika. Kocham ją jak nikogo. Zawsze na niej moge polegać.
Jutro ide do szpitala zobaczyć czy wreszcie moge wrócić do szkoły, bo coraz lepiej się czuje i nie moge wytrzymać bez zabaw na przerwach. Już są takie nudy. Dzisiaj do mnie przyjdzie Wera; hihihih
O chyba już jest.
-Cześć. Mysiu
-Cześć. Co dzisiaj robiliście w szkole/?
-Em pani na nas wrzeszczała że się nie uczymy. I p.Piasucki powiedział że jesteśmy wredni.
-Hahahahahah, boże ja chce do szkoły. Wiesz jakie nudy... hihih
-No, a właśnie masz pozdro od całej klasy.
-Dziękuję, czyli jeszcze o mnie nikt nie zapomniał. 
I tak gadałyśmy sobie do konca dnia. Ja przepisalam zeszyty, a Wera robiła zadanie. 

*Dzień później*
Boże dzisiaj już wtorek. Okaże czy moge iśc do szkoły w środe. Mam nadzieje że jest okey. NIe wypadły mi jeszcze włosy, a po za tym już nie mdleje tak często, prawie w ogóle. Krew też mi nie leci z nosa. Wiec jest ok. Jeszcze tylko 2 godziny musze wytrzymać z energią. 

*2godziny później*
No i jesteśmy juz u lekarza p. Śledzik właśnie rozmawia z moją mamą, nie wiem co sobie myśleć bo moja mama ma dziwną mine, a pan doktor jak zawsze uśmiechniety. O moja matka idzie. 
-O co mamo?
-Wszystko jest ok, ale musisz uważać. Nie możesz się przemęcząć.
-Oj dziekuję. Przyżekam będe uważała.
-Dowidzenia. Choć Aga idziemy.
-Dowidzenia. 
Boże jak ja się ciesze. No musze zadzwonic do Wery napewno sie ucieszy. A po za tym doktor powiedział że jest dobrze. To moge już funkcjonować przynajmiej. 
-Wera przyjć jutro po mnie o 7;5 
-Idziesz jednak?
-Tak. 
-Ok to będę. Musze konczyć bo mam gośći.
-Dobra pa mysiu.

*Wtorek*

-Cześć wszystkim. Jestem już.
-Hey-wykrzyczeli hurem
Jak ja sie ciesze że ja tych osłów widze, bo nudy bez nich były. Bardzo szybko ten dzień w szkole minął, ale oczywiście było super, no nie moge se tym wszystkim nacieszyć. Ale były też złe strony tego że przyszłam. Musiałam znów zobaczyć tego głupka Dominika. Boże nienawidze go. Ciągle iś ena mnie patrzy jak na jakąś... Nawet nie przyszedł jak byłam w szpitalu prze 2 tygodnie, wszyscy byli, ale nie on. Było mi przykro, ale na tym dupku mi nie zalezy. Dzisiaj pani w szkole powiedziała nam że są Kolonie. I wszyscy jadą i czy ja też chce, ja się oczywiście zgodziłam, bo to będzie najlepsza wycieczka. 
Ale moja mama mi powiedziala że nie jade i wtedy to miałam na wszystkich i wszystko wyjeba**, nawet gdy przyszła do mnie Wera to się z nią pokłóciłam i ona wyszła, a ja myślałam że wyjde i nie wróce. NIe chciałam już nic i nikogo. Jeszcze do tego ten dupek do mnie napisał cz sie możemy spotkać, ale nie byłam w stanie, a i jeszcze z nim. Nie dzięki. 
Wieczorem moja mama zmieniła zdanie, że moge jechać, bo p. Śledzik powiedziaż że tak. Dzieki temu byłam w stanie przeprosic Were, ale nie raczyła odebrać telefonu. 
Nie miałam co robić, wiec sie położyłam i usnełam.

*Środa*
Dzisiaj koljny wspaniały dzień. Najpierw poszłam sie pogodzić z moją mysią, a potem mama wpłaciłą całą sumę na wycieczke. I tak nie miała wyjśc bo wycieczka jest w piątek do następnego piątku.

*Piatek* 
Dzisiaj wyjazd. Ja już gotowa, teraz tylko czekać na autobus. 
Po 8h jazdy czułam sie osłabiona, ale to nie znaczy że nie miałam ochoty na zabawe. Ja i inne dzieczyny pobiegłyśmy zając sobie pokoje. Ja byłam z Werusią, Gosią, Martą, Wikusią. Niestety na przeciwko nas miał pokój Dominik z Mateuszem i Michałem. Ale będzie zabawa. Od razu gdy sie wypakowalismy i zjedlismy cos zagraliśmy w chowanego. Założyłam się z Dominikiem że wygram, ale ja musiałam wygryć i weszłam na drzewo. Gdy wszyscy mnie szukali, Dominik mnie znalazł. Powiedziałam mu tylko żeby nikomu nie mówił że jestem na drzewie i wszystkich przekierował na obozowisko. A wiec po 15 minutach Dominik do mnie wrócił i pomógł mi zejśc. Troszeczkę porozmawialiśmy spytał się mnie dlaczego akórat drzewo, ale było to zbyt trudne pytanie. Po wielu pytaniach Domi zaniósł mnie do wszystkich, od razu jego koledzy gwizdali i krzyczeli. W końcu zaniósł mnie na barana. Gdy byliśmy na miejscu p.Kwaśniakowa przybiegła i strasznie na mnie naryczała że miałam na siebie uważać, ale chciałam zaszaleć, poczuć że żyje.
Na drugi dzień nie przyszłam niestety na zbiórkę, ponieważ bardzo sie źle czułam. Gdy Dominik się o tym dowiedział, przyszedł do mnie porozmawiać, zebym nie była sama. Bardzo mnie to ucieszyło że przyszedł. Nie wiem co się stało, ale od wczoraj się chyba zakochałam.
Dziś wieczorem było ognisko i mogła na nie iść, bo poczułam się lepiej. Trzymałam się koło Weroniki i Domiego. Choc miałam się trzymać koło Wery i Kuby. Mam nadzieje że się nit nie obrazi. Od kąd zaprzyjaźniłam się z Dominikiem stałam się inna, ale też napewno mnie choroba zmieniła, Dominik był  coraz fajniejszy. Śpiewaliśmy, tańczylismy i śmialiśmy się razem z Werą. Jej się chyba też podobało. 
Ognisko się powoli konczyło, ale Dominik wyszedł z Niego szybciej. Poszłam za nim bo przestarszyłam się że coś się stało. A jednak, powiedział ze nie może powiedzieć bo to chodzi o mnie.
-Czy ty...?
-Tak ale dzwoniła twoja mama doktor powiedział że ten magnes co masz w organizmie jeste do niczego, albo ty masz na 100 % białaczke,a  ja Ciebie nie chce stracić.
-Co? Boże Dominik,nie
Zaczełam płakać nie potrafiłam skonczyć on mnie do siebie przytulał i mówił że przejdziemy przez to razem do konca. Ale ja nie potrafiłam uwierzć że wtedy gdy spotkało mnie takie szczęście, ja umieram. Mama na drugi dzień po mnie przyjechała bo czułam się coraz gorzej. Pożegnałam się z Werą i Domim i pojechałam. Okazało się że mam jesczez tylko miesiąc nawet i mniej. Nie moge już wychodzic z szpitala. Przez wszyskie dni przychodzili do mnie oni. Siedzieli przy mnie codzinnie, Weronika przychodziła jak nie było Domiego, bo uważała że jak on jest to ona jets nie ważna. Za o on uważał że jak jest Wera to on nie jest ważnny, jeszcze by doszło do tego że się pokłócimy. Ja ich tak kocham.

*Ostatni tydzień*
Czuje się coraz gorzej nie mam włosów, jestem osłabiona i nie mam siły na nic. Mam ochote teraz umrzeć nie czekac już, nie męczyć się. Ale nie chce też stracić Domiego i Wery za bardzo są dla mnie wązni.

Mineły 2 dni a po Agnieszce nic nie zostało. Bało bardzo piękną i mądrą dziewczyną. Miała tylko 16 lat. Za 3 dni miała by urodziny. Wszyscy w okół mają żałobe. Nikt nie pomyślał że taka młoda dziewczyna może taj szybko umrzeć. Brakuje nam Ciebie AgA...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz